S. przyszła sobie tutaj ledwo trzymajc się na nogach i w ogóle. Wypytała sie lekarza czy to nie jest zatrucie jakies. Moze Seth ją otruł albo co.? Pobrał jej krew a sofi z trudem powstrzymała sie zeby nie krzyknąć na widok WIELKIEJ igły. No dał jej cos przeciw wymoitom. Miała mu zostawić numer telefonu gdyż nie miała u niego karty. Wyszła czując sie nieco lepiej rozmasowywując tyłek po zastrzyku przeciw wymiotom. Ale czego sie nie roby żeby nie cierpieć.